To freelancerzy freelancerom zgotowali ten los

Gawryluk pod batutą Wolskiego, czyli rzecz o dyspozycyjności
Z uśmiechem pobłażania oglądamy wygłupy Doroty Gawryluk przeistaczającej się z poprawnej, acz drugoligowej dziennikarki telewizyjnej, w miłą dla Leppera i Romana dyspozycyjną paniusię (to w programach telewizyjnych).

Ostatnio Marcin (ładne imię, w tym przypadku nie pasuje) Wolski, nowy szef PR1, podrzędny pisarzyna fantasta, spec od political fiction i satyryk, wymienił Małgorzatę Słomkowską z PR1 na swą długoletnią znajomą Gawryluk właśnie. Dorocie zlecił przeprowadzenie wywiadu z preziem Kaczyńskim Lechem. Mimo, że to Słomkowska do tego wywiadu się kilka dni przygotowywała.

Gawryluk propozycję w podskokach przyjęła, a i wywiad był przecież "mniej jątrzący i brutalny" (jakby powiedział Edgar Gosiewski lub premier Jarosław Kaczyński), a że niektórzy twierdzą że nudniejszy...

Przy okazji Wolski powiedział, że pomógł 12 lat temu Gawrylukierowej wejść do zawodu, bo "pochodziła z miejscowości, w której [Wolskiego] rodzice mieli daczę".

Dacze kolego Wolski to są pod Moskwą. W Polsce ludzie miewali za komuny działki, emeryci mieszkający w blokach mają je do dziś. Ale może już od tej fantastyki wszystko się Tobie, Marcin, pojebało.

- Spójrzmy na to tak, że PiS jest przeciw związkowi działkowców, więc żeby nie ryzykować Wolski użył słowa dacza, kojarzącego się z Rosją, czym zapunktował u endeckiego LPR i samego wicepremiera Giertycha - tłumaczy dla dziennikarskiego politolog i językoznawca Donald Peowski. - Buduje w ten sposób szerokie poparcie polityczne dla swego kierownictwa stacji, a także okazuje swą niższość, służalczość, lojalność, wierność, podległość oraz chęć bycia wycieraczką dla PiSu... - Peowski tłumaczył nam jeszcze długo, ale niespecjalnie nas to interesowało. Udawaliśmy jednak, że słuchamy.

Przecież my to wszystko wiemy. Tylko, że lepiej.

dziennikarski 2006-07-31 15:06:34
skomentuj (29)
Krzychu Skowroński chce, żeby Trójka znów była radiem inteligenckim
I jako, że do Skowrona zawsze mieliśmy słabość - wierzymy, że mu się uda w jakimś stopniu tę elitarność Trójki przywrócić.

Wojciech Mann może znów zacznie Trójki słuchać, ale my mimo wszystko nie zamierzamy. Trójka chyba by nas już nie pociągała, to chyba radio dla ludzi starych, a przynajmniej mentalnie starych, jeśli słuchają go ludzie młodzi to 'starzy-malutcy'.

Może w sieci pojawią się jakieś interesujące projekty radiowe. Swoją drogą, w USA obecnie radio ma obecnie największą słuchalność wszechczasów. Jest to m.in. 'zasługą' korków ulicznych, ale też olbrzymiego pluralizmu i bogactwa rynku radiowego w Ameryce (od konserwatywnej sieci niezależneych talk-radio do liberalnych sieci komercyjnych; od country do alternatywy). Społeczeństwo amerykańskie teraz to doceniło, szczególnie, że telewizja bombarduje je coraz bezmyślniejszą papką.
dziennikarski 2006-07-22 11:24:56
skomentuj (3)
Oświadczenie Jacka Sobali pt. Ziomale
Oświadczenie Jacka Sobali na stronie Radia BIS (link tutaj):

Hmm… Radio? … początek to Radio "Solidarność" – wspominam ten romantyczny czas z sentymentem… potem Radio "ESKA" – byłem dj-em, redaktorem, dyrektorem programowym, później Radio "TOK Fm" – męczące, ale potrzebne doświadczenie i jeszcze poranki w Radio "PIN" – odpoczywałem…

Teraz BIS Polskie Radio – sorry i wybaczcie Ziomale, ale chcę zrobić z "BIS" najlepsze radio w Polsce – inteligentne, oddychające, uśmiechnięte i rozkołysane. Jak to zrobić wiem. Jeśli mi nie pozwolą odejdę.



Sobala, ile Ty masz lat 'Ziomalu'? Weź się chłopie opamiętaj i nie kompromituj. Jeśli coś dobrze działa, po co psujesz? W Pulsie wyglądałeś na w miarę przyzwoitego dziennikarza, teraz masz szanse zostać drugim Assendim. On był 'komisarzem rynku' w Radiostacji, a czy Ty będziesz 'komisarzem politycznym' w BIS to już zależy tylko od Ciebie. Rzeczywiście może wypij sobie jakieś ziółka i odejdź. Ludzie mają długą pamięć, a młodzi ludzie będą żyli dużo dłużej niż Ty. Pamiętaj o tym.
dziennikarski 2006-07-19 13:43:53
skomentuj (1)
Ramówka Radia PiS pod kierownictwem Jacka Sobali
6:00 Gimnastyka na początek dnia

7:00 Przegląd sanatoryjny i prognoza pogody

8:00 Co dobrego zrobił dziś Pan Prezydent

8:30 Co dobrego zrobił dziś Pan Premier

10:00 Słuchowisko muzyczne z cyklu "Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania" odc. 2 pt. "To wszystko zasługa mojego brata"

10:30 Okno Radia Maryja w Radiu Pis i felieton ojca Tadeusza Rydzyka

11:00 Dobre Wiadomości Rządowe

11:30 Monitor Rządowy Polski

12:00 Słuchowisko "W Polsce nie było wolnych mediów" (dopóki nie przyszedł PiS)

12:45 Słuchowisko edukacyjne z cyklu "Kochane dzieci", odcinek 2 pt. "Czemu Max Cegielski był zły, a usunięcie przeglądu prasy ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych wcale nie było spowodowane przedrukowaniem tam krytycznego artykułu o Lechu Kaczyńskim z 'taz-u'?"

15:00 Imiona polskie [czemu nie wielką literą? - pytanie KRRiTV]: Jarosław

16:00 Reportaż radiowy "Nie ma tu w polsce cenzury, PiS się nią brzydzi, a Dorota Gawryluk prowadzi swój program w taki sam sposób w jaki prowadziła i wcale się nie boi zwolnienia, a na Woronicza jest pełna wolność słowa"

17:00 Bez Autocenzury - program Bronisława Wildsteina

18:00 Warto Rozmawiać - w wersji radiowej

19:30 Zamiast Wiadomości - Wieczorynka - O dwóch takich co powiesili księżyc na nieboskłonie, aby _polskie_ dzieci mogły spokojnie spać

20:00 "Typowo polski kult matki na przestrzeni wieków" dyskusja ekspertów z Wyższej Szkoły Społecznej i Medialnej w Toruniu, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz UKSW w Warszawie z gościnnym udziałem eksperta o. Jana z Uniwersytetu w Leuven

21:00 Serial dylematy: "Nie mam co dać Piotrowi Semce po artykule w "Dzienniku" bo Woronicz i Radio są już rozdane"

21:15 Imiona polskie [czy "Polskie"
nie mogłoby być wielką literą? - Ela Kruk]: Lech

22:00 Imiona polskie: Kazimierz

22:03 Dobre Wiadomości Rządowe

23:00 Spokojna muzyka kojąca polską młodzież

24:00 Ochłapy dla koalicji, z cyklu "Głos Transylwanii" odezwa Ministra Edukacji Narodowej Romana Giertycha do polskiej młodzieży. Temat odezwy: "Narkotyki, papierosy i alkohol są złe, natomiast getta łatwkowe były całkiem niegłupie. Pij mleko będziesz taki wielki jak pan minister. Z zawodu jestem historykiem, a nie prawnikiem, tylko wcześniej mi się myliło. Jeden koleś skrytykował Młodzież Wszechpolską i już leży i kwiczy i nie ma roboty, więc powiedzcie swoim kolegom łobuziakom, aby się pilnowali"

01:00 Nazwiska polskie: Lepper [czy to aby nie przesada? - Ela Kruk z KRRiTV]

02:00 Muzyka kojąca POLSKĄ młodzież

03:00 Halka Moniuszki

04:00 - 06:00 Wszystkiemu winna jest PO (Mjuzik kolm dałn polisz jouth), "Kochana Polsko" O.S.T.R. [raper antyunijny - wiadomość dla pani Eli Kruk]
dziennikarski 2006-07-14 14:04:16
skomentuj (3)
Jacek Sobala spierdoli Radio Bis?
Radio Bis było przez ostatni rok całkiem niezłą stacją. Audycje były pełne reggae, ragga, dobrej muzyki z szeroko pojętej sceny elektro, poranki w Bisce były chyba najbardziej dynamiczne w polskim eterze i nie było tam tak wszędzie wylewającej się komercji jak w Radiostacji. Zachowano przy tym edukacyjny charakter stacji, nadal prezentując m.in. audycje nauki języków, lingwistyczne, naukowe etc.

Krzysztof Czabański wyrzucił z tej stacji odpowiedzialnego za kurs Bisski szefa Kamila Dąbrowę, a posadził na stanowisku... Jacka Sobalę.

Coś niecoś o Sobali. Osobiście nikt z nas go nie zna, ale prowadził bardzo fajny i ciekawy "Puls wieczoru" na TV Puls, gdzie polityków traktował z pewną nutką anarchistycznej nonszalancji. Tak nam się przynajmniej wydawało. Jak walili ewidentne bzdurki, robił takie miny, jakby nie chciał dalej słuchać i z wyższością przerywał. Wydawało nam się, że to spoko ziom.

Ale tylko nam się wydawało.

Oto, co napisano na wirtualnemedia.pl:

Pierwszą decyzję jaką podjął Sobała było usunięcie z ramówki programu Maxa Cegielskiego. Powód? Zdaniem autorów programu poszło o politykę.

- W niedziele 9 lipca miała się odbyć kolejna audycja "Masala" na antenie Radia Bis. W czwartek jej autorzy (Max Cegielski i Rafał Kolaciński) zamieścili na stronie internetowej polskiego radia zapowiedź. Tematem miała być "brunatna księga" publikowana przez antyrasistowską organizację "Nigdy więcej". Zapowiedź kończyła się następującym fragmentem: ""Nigdy więcej" od 1990 roku odnotowało czterdzieści ofiar śmiertelnych agresji na tle ksenofobicznym. (...) podżegający do przemocy faszyści są często blisko związani z Ligą Polskich Rodzin i z Młodzieżą Wszechpolską. Zabójcy mają więc poparcie w rządzie Rzeczpospolitej, a posłowie, urzędnicy i ministrowie z tych organizacji są pośrednio współwinni śmierci niewinnych ludzi".
Następnego dnia autorzy audycji otrzymali telefon z sekretariatu Polskiego Radia Bis. Sekretarka w imieniu nowego dyrektora Jacka Sobali pytała się czy temat audycji może zostać zmieniony. Ponieważ nie było to możliwe poinformowała, że niedzielna audycja się nie odbędzie. Max Cegielski został zaproszony na spotkanie z nowym dyrektorem. W jego trakcie, w poniedziałek 10 lipca został poinformowany, że współpraca z Masalą zostaje zakończona. Jacek Sobala pokazał mu wydruk z opisem audycji, ostatnie zdanie było podkreślone. Dyrektor stwierdził, że na takie poglądy i taką audycje nie ma miejsca w "nowej formule programowej radia Bis".
Przypomnijmy, że kolektyw Masala prowadzi audycje w Bis od roku.
Od stycznia 2006 program został wydłużony do 2 godzin, był emitowany w niedziele od 20 do 22. Jego hasłem było "pokojowe zderzenie dźwięków i kultur", czytamy w informacji przesłanej do Wirtualnemedia.pl.

Co na to Radio Bis?

Na stronie internetowej stacji pojawił się komunikat odpowiedzialnego za muzykę w stacji Piotra Kordaszewskiego.

- Z przyczyn merytorycznych z anteny schodzi audycja „Masala” Maxa Cegielskiego, napisał Piotr Kordaszewski.

- Jestem zdania, że media publiczne nie są miejscem do stawiania takich tez - dodał "Gazecie Wyborczej" nowy dyrektor Radia Bis Jacek Sobala.

Kamil Dąbrowa, odwołany tydzień temu dyrektor Radia Bis: - Ta audycja była bardzo wysoko oceniana, a jej edukacyjno-muzyczny charakter świetnie wpisywał się w pojęcie misji, którą powinny realizować media publiczne. Jej zdjęcie to początek zmian, które mogą zmarnować wszystko, co udało nam się osiągnąć w tej stacji przez ostatni rok. Robiliśmy rozgłośnię dla młodych ludzi. Dla kogo będzie teraz, nie wiadomo, bo nie słyszałem, żeby dyrektor Sobala przedstawił jakiś swój pomysł na to, jakie ma być Radio Bis.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że z ramówki Radia Bis zniknie ciężka muzyka.

- W nowej formule programowej stacji nie mieszczą się „ciężkie” gatunki muzyki. Nie będą one prezentowane na naszej antenie. W tej chwili zmiany dotyczą głównie audycji „Mocne nocne” (zostają zastąpione „Nocnym oddechem muzyki”) i „Lekkie dzienne”. Upodobania muzyczne autorów tych audycji są na tyle rozległe, że część z nich na pewno będzie nadal Wam towarzyszyć, informuje Piotr Kordaszewski.


Jeśli Sobala chce utrącić najlepsze audycje w Bissce, a Mocne nocne niewątpliwie do nich należały, jaki target chce przyciągnąć w zamian?

Moherowe babcie? Czy tego długowłosego idiotę z "Anioł przychodzi wieczorem", który opowiada swoje farmazony w TV Puls?

Sobala okazał się kolejnym pokemonem sterowanym przez polityków, zwalniającym dobrych dziennikarzy, bo są "nie swoi", bo ośmielili się skrytykować Ligę Polskich Rodzin czy tak szanowaną organizację jak Młodzież Wszechpolska.

Ciekawe, czy Wildstein i Skowroński, który ku naszemu zadowoleniu został szefem radiowej Trójki, też będą dyspozycyjni.

Władza korumpuje, panie Sobala?... Ale żeby tak od razu na początku?
dziennikarski 2006-07-13 15:02:50
skomentuj (5)
Jak ktos usiadzie przed ekranem po kilku glebszych
... moga mu sie pomylic premier z prezydentem.

Niektorym (np. zagraniczniakom i pani Joli z Bieszczad) nawet teraz blizniaki sie myla.

W Naddniestrzu rzadzi tata z synem, w sultanacie Brunei sultan z bratem, w Polsce blizniactwo. Na pewno jest oryginalnie. Zobaczymy, co nowy premier bedzie majstrowal przy polskich mediach, ktore wedlug Jarusia wolne nie sa.

Jesli bedzie robil to samo, co jako redaktor naczelny "Tygodnika Solidarnosc" (traktowal tygodnik instrumentalnie jako tube swojego owczesnego obozu politycznego), slowa Jarka Kaczynskiego moga okazac sie prorocze. Juz on sam moze sie o to postarac.

Poczekamy. Popatrzymy. Polsuchamy.
dziennikarski 2006-07-07 20:29:39
skomentuj (1)
Murdoch lyknal TV Puls
Na razie tylko udzialy mniejszosciowe. Ale to znaczy, ze bedzie chcial wziac calosc.

Duzo sie plotkowalo odnosnie tego, ze Berlusconi kupi Puls. Malo kto przypuszczal, ze na taki ruch zdecyduje sie Rupert Murdoch, australijski magnat medialny z amerykanskim obywatelstwem (ktore nabyl, aby moc byc powaznym graczem na amerykanskim rynku medialnym).

Skoro Murdoch inwestuje w polski rynek znaczy to, ze rynek sie rozwija. Znaczy to tez, ze splynie tu duzo pieniedzy. I to, ze Walter i Solorz-Zak niekoniecznie beda spali spokojnie przez najblizsze miesiace.

Nie jest jasne, co Murdoch chce zrobic z Pulsem, natomiast jasne jest, ze nie chce na tej telewizji stracic. Kiedys to byla dobra stacja. Pracowala w niej Magda Molek kiedy jeszcze zapowiadala sie na prawdziwa anchorke, Wojciech Mann, Krzysztof Materna, Waldemar Oginski.

Najlepszym programem publicystycznym w historii polskiej telewizji byl zdecydowanie program Bronislawa Wildsteina prowadzony niegdys w Pulsie.

Tak, dobra telewizja to to byla. Ale ogladalnosci nigdy nie miala. Nigdy nie miala tez zasiegu. Zobaczymy, czy to pierwsze zostanie przywrocone, ale i czy te dwie dalsze cechy w koncu sie pojawia.

Zyczymy duzych zarobkow dziennikarzom i wykonywania dobrej i niezaleznej od warszawskich ukladzikow roboty.

P.S. W najslynniejszym i najbardziej globalnym dziecku Murdocha - Foxie - wiadomosci sa burackie i jednoznacznie prawicowe (w amerykanskiej protestancko-neokonserwatywnej estetyce), natomiast ich okno satyryczne jest zdecydowanie najlepsze wsrod amerykanskich telewizji. I tutaj na pewno prawicowosci zarzucic nie mozna, bo jest ostro wysmiewana, tak jak wszystko inne. To cykl najbardziej politycznie niepoprawnych i niegrzecznych show i kreskowek (te sa najlepsze!), jakie moze zobaczyc Ameryka. Do pelnego sukcesu brakuje im chyba tylko Conana O'Briena. Ten jednak nigdy do Foxa by nie przeszedl, bo jest dla niego pewnie zbyt buracki.
dziennikarski 2006-06-28 20:00:28
skomentuj (2)
Z Polandii dobiegaja dobre wiesci
Minister Zytnia Gilowska odeszla. Oby na zawsze. Jesli byl to szantaz lustracyjny, to oby tylko takich bylo wiecej. Byc moze Rzecznik Interesu Publicznego jest ukrytym reaganista i thatcherysta i nie mogl zniesc lenistwa i komuny prezentowanej w dzialalnosci prof. Gilowskiej. Jesli tak, serdecznie go pozdrawiamy. Ciekawe, czy obecny minister finansow to tez kryptosocjalista? Na razie pracowal jedynie jako platny sprzedawczyk dla korporacji, wlasnego nic nigdy nie prowadzil, ale moze chwilowo nie bedzie leciutko obnizal podatkow tutaj poprzez ich drastyczne podwyzszanie gdzie indziej?...

Lubimy byc naiwni. Przynajmniej na poczatku. Przychodzi taki moment, kiedy nasza wlasna naiwnosc zaczyna nas jednak draznic.

Zyta, "tu zwracamy sie do niej - wez cos powiedz!" ;)
dziennikarski 2006-06-26 22:09:52
skomentuj (2)
TVP realizuje kiepski pomysł za nasze pieniądze, zamiast pomyśleć o TVP English
Telewizja Polska podjęła decyzję o przygotowaniu kanału TV Białoruś.

Na pierwszy rzut oka to całkiem szlachetny pomysł.

Chwila zastanowienia jednak wystarczy, żeby się przekonać, że pomysł jest dosyć kiepski i chybiony.

Po pierwsze, w Polsce pracuje wg różnych szacunków nawet do miliona Ukraińców. Telewizji dla nich nie ma, ba, nawet programów po ukraińsku było w historii polskiej telewizji zaledwie kilka, wszystkie emitowane w tak atrakcyjnych porach oglądalności, że prawdopodobnie nawet Ukraińcy pracujący w piekarniach nie byli w stanie takiego programu zobaczyć. W Polsce pracują i mieszkają też Wietnamczycy, wiele było pustych debat, jak ich zasymilować i przekonać do polskiego społeczeństwa - ale cienia programu po wietnamsku nigdy nawet w regionalnej telewizji nie było.

Białorusinów w Polsce pracuje znacznie mniej niż Ukraińców. Dotychczas nie było dla nich nawet kilkuminutowego programu, teraz ma być cały kanał. Nie było nawet profesjonalnego portalu internetowego, chociaż przecież to byłby dobry start do tworzenia takiej telewizji i badania potencjalnego zainteresowania odbiorców. Oczywiście jesteśmy świadomi, że chodzi tu nie o to, ilu Białorusinów mieszka w Polsce, ale o to, że Polska podjęła się misji promowania demokracji i wolności w tym kraju.

Prawdopodobnie też dlatego, TVP chce zwrócić się o pieniądze w tej sprawie do... MSZ. MSZ w swej historii daje i zawsze dawało stosunkowo niewielkie kwoty na realizowanie zadań przez podwykonawców, a takim w tym przypadku byłaby TVP. Świadczy to też o mizerii finansowej projektu od samego początku, kiedy publicznie przedstawiciele telewizji mówią, że będą wnioskowali o pieniądze do jednego z ministerstw. TVP, która ma dostęp do pieniędzy z rynku reklamowego, ale jest przecież finansowana z abonamentu obywateli, prosi o pieniądze instytucję, która w całości jest finansowana z pieniędzy obywateli. Paranoja. Należałoby raczej myśleć nad możliwym pozyskaniem pieniędzy z rynku na taki projekt, o ile to możliwe (nie ma szans, bo rynek od razu zweryfikuje prawdopodobnie bliską zeru popularność kanału), lub sfinansowanie go po prostu ze środków telewizji. Jeśli nie ma w budżecie TVP pieniędzy na zrobienie profesjonalnego kanału, to nie można go tworzyć. To tak, jakby nas nie było stać na szampana, ale kupilibyśmy go i pobieglibyśmy z rachunkiem do MSZtu. Jeśli już na starcie są kłopoty finansowe to po co tworzyć w ogóle telewizję, która może przegrać nawet z łukaszenkowską propagandą.

A nie lepiej byłoby te pieniądze (niechby i dołożył się do tego MSZ, kancelaria premiera, prezydenta, ale to wszystko nie byłoby potrzebne - przyszliby reklamodawcy) wydać na coś, co możemy roboczo nazwać TVP English? W Kijowie jest anglojęzyczny dziennik Kyiv Post, w Moskwie jest anglojęzyczny Moscow Times, a także cały anglojęzyczny telewizyjny kanał rosyjski. Jako, że wielu Polaków uważa, że to na wschodzie nie ma cywilizacji i my mamy ten wschód cywilizować - czemu nie mamy produktów medialnych, które na wschodzie już są?

Nie oszukujmy się, obojętnie jak wspaniały byłby nasz boom gospodarczy i nawet jeśliby polska drużyna narodowa wygrała Mundial trzy razy z rzędu, na co się przecież nie zanosi, polski nie będzie językiem międzynarodowym czy światowym. Przez najbliższe lata będzie nim angielski. Białorusini, i nie to tylko ci młodzi, po angielsku mówią całkiem nieźle, a będą jeszcze lepiej.

O pewnych porach w TVP English mogłyby być prezentowane programy w jezyku białoruskim, ukraińskim czy nawet - a niechtam - wietnamskim. A także np. nauka polskiego dla obcokrajowców.

Ale generalnie absolutnym trzonem powinien być angielski. MSZ też mógłby się cieszyć, bo za jednym zamachem oglądaliby to ludzie z Białorusi, Ukrainy, Mołdowy, a nawet z Rosji. A także z mniej ważnych światowych kierunków jak USA, UK, Chiny, Indie, Francja, Brazylia czy Australia.

Nowe władze TVP muszą się zdecydować - TVP coraz bardziej będzie przekształcało się w skansen, czy może chociaż spróbuje powalczyć?

Jeśli nowy kanał ma być sfinansowany przez niezbyt zamożne ministerstwo, nie wróży to ani profesjonalizmu ani niezależności. O światowym czy nawet regionalnym zasięgu też można zapomnieć. Język polski może nie jest na świecie popularny, ale jednym z najmniej popularnych jest język białoruski.

Przyglądając się trendom emigracyjnym, równie dobrze moglibyśmy zrobić telewizję po irlandzku. A zamiast demokracji, której rząd Giertycha i Leppera Zielonej Wyspie chyba nie odmówi, promować tam pierogi. Ten sam efekt.

Tylko czemu znowu za nasze pieniądze?
dziennikarski 2006-06-25 01:19:03
skomentuj (6)
Wildstein nowym preziem tv
Przyjęliśmy to na relaksie. Ciekawi jesteśmy, co się bedzie działo.
dziennikarski 2006-05-11 20:02:31
skomentuj (15)
Legła Warszawa
Wydarzyło się to wczoraj.

Polonia tymczasem spadła do drugiej ligi.

Komuniści, PiSowcy, socjaliści i narodowi-socjaliści wszelkiej maści wczoraj w metrze skakali z podniecenia. Nie dość, że mają swojego prezydenta, szefa partii rządzącej, dwóch wicepremierów, Wierzejskiego, to jeszcze legła Warszawa.

Smutne nadchodzą czasy dla porządnych ludzi. W stolicy, i nie tylko.
dziennikarski 2006-05-11 11:45:49
skomentuj (3)
Kaczka dziennikarska
Pogłoski o naszej śmierci są nieco przesadzone. Oczyma wyobraźni już widzimy, jak z naszego powrotu cieszą się PiSuary, dwumetrowcy, mulaci, magnaci medialni, dziennikarskie prostytutki i sprzedawczyki oraz cała reszta łącznie z Sylwkiem Latkowskim i tym zaplutym gościem krzyczącym "Aksamity żenią kity".

Pracujemy dużo i zarabiamy coraz więcej, ale już niedługo socjalistka Żyto Gilowska po kilku głębszych żytniej, pozbawi nas zarobków likwidując koszty uzyskania przychodów. Milena Rachid-Chebab w "Przekroju" gorąco poparła Żytę, więc mamy prośbę, aby swoją część pani Chebab i inni chętni przelewali po prostu na konto właściwego urzędu skarbowego. Freelancerzy naprawdę ponoszą koszty uzyskania przychodu, czego być może Chebab nigdy nie zaznała.

Co do Żyty - socjaliści potrafią długo przetrwać w ukryciu przebrani za 'liberałów'. Charakteryzują się tym, że obniżają podatki przez ich podwyższanie i upraszczaja przez ich komplikowanie. Redukują też w administracji zatrudnianie, oczywiście przez jego zwiększanie.

Kiedy socjalista mówi ci, że da ci prezent, trzymaj mocno portfel, bo dużo będziesz musiał za niego zapłacić.
Gdyby Żytka została w PO, też pewnie ujawniłaby się jej socjalistyczna natura. Zresztą sam Tusk i Rokita to chyba też socjaliści. Jedyny niesocjalistyczny polityk to Janusz Korwin-Mikke, natomiast on sam zwariował, o ile kiedykolwiek był zdrowy. Nie ma więc widoku na kapitalizm w naszym kraju. Może też niesocjalistyczny był Wiesio Walendziak, który postulował całkowite zlikwidowanie podatku PIT i niski albo zerowy CIT (jako, że koszty urzędniczego aparatu skarbowego i okołoskarbowego są praktycznie równe przychodom z tych podatków), ale pewnie dlatego z PiS zdecydował się odejść.

Mniejsza z Żytką. Jeden z nas wybrał się ostatnio do kiosku i poprosił o jakąś gazetę.
- Polską? - spytał mąż pani kioskarki, który ją akurat zastępował.
- Nie, nie tygodnik, dziennik.
- No tak, ale czy to ma być polski dziennik?
Zadziwiony takim obrotem sprawy dziennikarski powiedział: - Jeśli jest taki, to poproszę.
- Właśnie o to chodzi, panie, że nie ma. Dziennik to kapitał niemiecki. Gazeta Wyborcza izraelsko-amerykański. Fakt to też Niemcy, a po pierwsze brukowiec. Rzeczpospolita - Norwegowie. Super Expressu za gazetę nie uznaję.
- Ale na przykład "Trybuna" jest polska?
- Finansowana, jak cały tamten układ, z moskiewskiej pożyczki. Panie, to tak, jakby powiedzieć, że marszałek Rokossowski był Polakiem!
- No a "Nasz Dziennik"? - spytał dziennikarski z pewnego rodzaju nadzieją w głosie.
- Przecież nawet ten cały Jaruś Kaczka mówił, że to też Ruskie nadające z Uralu, aby cały świat mógł mówić o polskim antysemityzmie i rusofobizmie, bo to Putinkowi w smak.
- Teraz już tak nie mówi - przytomnie zauważył dziennikarski.
- Panie, bo teraz to i on i jego brat muszą Putinowi z łapki równo jeść, sprawa gazu, panie, oni nie byli przygotowani do rządzenia. A poza tym teraz Rydzyk to jego kolega, bo kto normalny by się z takim Kaczką zadawał.
- A co pan czyta?
- Ja oglądam wszelkie wiadomości w telewizji, rosyjskie, polskie, amerykańskie, francuskie...
- To dużo języków pan zna...
- Panie, gdzie tam, a co ja za komuny się miałem nauczyć, z kontekstu się domyślam! Ja bezrobotny jestem. To ja sobie wydaję taką gazetkę sam. Córka drukarkę mi kupiła i komputer, ja sobie to drukuje, o tu, proszę - mąż kioskarki ściszał głos i mówił już konspiracyjnym szeptem.

Podał jednemu z dziennikarskich dziennik: "JEDYNA CODZIENNA GAZETA POLSKA", zaś pod spodem artykuł na jedynce: >>Rydzyk to taki sam sk...syn jak Michnik<<.

Spełniło się już marzenie naszych przyjaciół - jest 'dziennikarski' w wersji tradycyjnej, papierowej. Spełniło się też marzenie naszych wrogów - robi go człowiek z nami niezwiązany.

Robi też bardzo dużo błędów ortograficznych. Jednego z nas zszokowała cena dziennika - 10 złotych.
- Nie będę mógł tego kupić, jest za drogi...
- Nie stać mnie na chińskich drukarzy, panie! Nie mam więzień i obozów pracy, żeby więźniowie drukowali dla mnie za darmo jak ten Chodorkowski, którego Putin zamknął! - powiedział mąż kioskarki. - Ale zróbmy tak rozłożę panu na raty, dziś pan da piątkę, jutro drugą, bo jutro gazety nie wydaję bo do lekarza idę. Albo opuszczę panu do siedmiu złotych jak pan teraz zapłaci.
- No dobra, wezmę za siedem - powiedział z bólem jeden z dziennikarskich. A następnie przekartkował gazetę i zobaczył w stopce redakcyjnej. Redaktor naczelny: tu imię i nazwisko dzielnego kioskarza. Główny cenzor: Kaczka (dziennikarska).

Są jeszcze porządni ludzie w III RP. W IV chyba takowych już nie będzie. Pozdrowienia dla Żytniej Gilunowskiej i dziękówa za kolejne podwyżki podatków. Specjalne pozdro dla rodziny Latkowskiego, która z różnych komputerów znajdujących się w tym samym pomieszczeniu wpisała parę ładnych komentarzy na naszą stronę. Dzięki!
dziennikarski 2006-05-07 16:23:36
skomentuj (10)
Sylwester Latkowski: tania dziwka polskich mediów
Przecieraliśmy oczy ze zdumienia.

Zanim przejdziemy do meritum chcielibyśmy przypomnieć pewną sytuację. Jakiś rok temu, może półtora, S. Latkowski miał późną porą w Dwójce swój program, którego prezenterem był Tomek Kin (a wcześniej coś w programie robił Robert Patoleta, który jednocześnie 'aplikował' ;) by być naszym współpracownikiem w dziennikarskim). W tymże programie, Kin, którego skądinąd lubimy za radiowy głos i luźne podejście do tematu ale nie zgadzamy się zazwyczaj z poglądami (co jest rzeczą, wbrew temu co ogłaszają ostatnio liderzy PiSu, zupełnie normalną - ludzie się ze sobą, co dziwne lecz prawdziwe, mogą nie zgadzać), zapraszał np. feministki i razem z Latkowskim skarżyli się, że nikt nie przyszedł z prawicowego ciemnogrodu, że chcieli zaprosić, ale ciemnogród to, ciemnogród tamto. W innym programie o klubach mówili o tym, jak wypasione są gejowskie kluby, że tam nie ma agresora, jest fajnie i pięknie i w ogóle jeśli kluby to tylko gejowskie, czemu przytakiwał Latkowski, który cały program puszczał do emisji. Program nie był szeroko komentowany (późna pora), ale tam gdzie był, podkreślano - jedni z zachwytem, inni z niechęcią - że ma wymowę wyraźnie lewicową. Młodszym czytelnikom przypominamy, że u władzy było wtedy SLD i Prezio Kwas, toteż - powiedzmy delikatnie - nie było wówczas specjalną odwagą taki program robić. Kilka razy go widzieliśmy, a potem zaprzestaliśmy, bo nas to wszystko znudziło, poza tym program był zbyt jednostonny i lewacki jak dla większości z nas.

Wczoraj po raz pierwszy obejrzeliśmy program S. Latkowskiego pt. "Konfrontacje". Jakież było nasze zdumienie, kiedy zobaczyliśmy kogo Latkowski zaprosił do studia. Nie wszystkich rozpoznaliśmy, więc napiszmy tak:
- był tam bez wątpienia Rafał Ziemkiewicz we własnej osobie (pozdro 600!)
- był tam Jacek Kurski od dziadka z Werhmachtu, klezmer od grania ruskich piosenek na imieninach Hojarskiej z Samoobrony (hobbystycznie zajmujący się też polityką)
- była Anita Gargas (obecnie Ozon, wcześniej Gazeta Polska, o jej występie za chwilę)
- był jakiś łysol obecnie z Ozonu, który się skarżył, że nigdzie nie puszczają mu tekstów i mówił, że generalnie najlepszym polskim dziennikarzem jest Tomasz Wołek bo on puścił jego tekst (którego to metroseksualnego ostatnio Wołka o dziwo w tym towarzystwie nie było)
- Wojciech Sumliński (Wprost)
- dla "równowagi" posadzono Wojtka Czuchnowskiego z "Gazety Wyborczej", którego próbowano żałośnie wmanewrować w historie typu "obrońca układu" i "obrońca agentów", a co najmniej "obrońca Michnika, ale cóż, za to mu płacą"

Latkowski z podobnym tonem pretensjonalności jak kiedyś o ciemnogrodzianach i antyfeministach (Raymond Chandler napisałby: "tonem rozhisteryzowanej kurewki") powiedział na początku programu, że chciał porozmawiać telefonicznie z Tuskiem lub Rokitą, ale panowie nie zgodzili się ponoć z "przyczyn technicznych". Rozmawiał natomiast z Jarosławem Kaczyńskim, może pół minuty, zdołał mu zadać bardzo dociekliwe, na najwyższym poziomie dziennikarstwa, ocierające się wręcz o agresje pytania, cytujemy "z głowy a więc z niczego" (jak mawiał znany narciarz Aleksander Kwaśniewski):
- czy nie boi się pan, że mówiąc o tym, iż w Polsce nie ma wolnych mediów, będzie pan atakowany przez całe to środowisko?

Latkowski przy tej półminutowej rozmowie bardzo się pocił, był wyraźnie spięty, gubiły mu się kartki, a po niej był wyraźnie zadowolony z wykonania zadania i rozmowy z panem prezesem. Wyobrażamy sobie, że tak musza wyglądać telewizyjne wywiady białoruskiej telewizji BT1 z Łukaszenką (co _nie_znaczy_ że porównujemy Kaczyńskiego do Łukaszenki, ale serwilizm Latkowskiego do białoruskich dziennikarzy).

Następnie przeszedł do rozmowy o tym, czy dziennikarze są mocno zinfiltrowani przez agenturę. Ciekawy temat i myśleliśmy, że się może z niego czegoś dowiemy. Na temat mówił chyba tylko Wojciech Sumliński. Anita Gargas, najpierw opowiadająca o ciekawych sprawach związanych z aresztowaniami i przeszukaniami Gazety Polskiej, potem próbowała dowieść, że Adam Michnik skłamał mówiąc o tym, że nie rozmawiał z A. Kwaśniewskim o wizycie Rywina. Wszyscy wiedzą, że skłamał w tej sprawie i to nie raz, wykazała to komisja śledcza, mit czystego Michnika runął. Natomiast trudniej było o tym mówić Rokicie i Ziobro wówczas gdy imperium Agory było silne, trudniej było pisać o Michniku Rafałowi Ziemkiewiczowi w "Polactwie" i w "Newsweeku", trudniej było krytykować go Cezaremu Michalskiemu podczas debaty w telewizji "Puls" wtedy kiedy Michnik miał realne i silne wpływy. Odwaga potaniała i teraz nawet Anitę Gargas na nią stać. Nawet ona, z dorobkiem dziennikarskim i profesjonalnym o niebo niższym od Michnika, może teraz bez obaw i do woli go krytykować - no i ok, niech krytykuje. Natomiast na litość boską nie w programie, którego tematem ma być agentura w mediach. Tworząc półtora roku temu tego bloga, krytykowaliśmy Michnika od pierwszego posta i znudziło nam się to robić, kiedy jego wpływy drastycznie zmalały, teraz czynimy to sporadycznie, próbując również wskazać na pewne cnoty w jego karierze, bo ani Jarosław Kaczyński (były naczelny "Tygodnika Solidarność"), ani Adam Michnik nie byli ani nie są kryształowymi postaciami.

Latkowski na koniec programu osiągnął zenit żenady i kompromitacji własnej osoby. Powiedział, że znana jest piosenka Big Cyc o moherowych beretach (my np. nie znamy, ale nie słuchamy gównianej muzyki), więc on teraz chciałby zrobić eksperyment i sprawdzić, czy w mainstreamowych mediach może przebić się inny przebój, o innym charakterze i że to jest wielki sprawdzian polskich mediów, że on Latkowski mówi "sprawdzam". Po czym zaprezentował chyba swojego brata bliźniaka, tylko że nieco większego, który wytupując rytm nóżką, z totalnie amatorskim i prostym podkładem muzycznym wrzeczał (cytujemy z pamięci): "Aksamity żenią kity / chcesz zobaczyć swoje kwity / idź do Tuska i Rokity!!!" (coś w tym guście, ale może przeinaczyliśmy ten wybitny wiersz śpiewany). Facet śpiewał z playbecku, bardzo się przejął, nieco zapluł mikrofon, ale Kurskiemu się spodobało.

W ogóle zastanawiamy się, co w programie Latkowskiego robił Kurski. Odezwał się może jednym zdaniem, mówiąc, że Kurskiemu "trafiła się wielka dziennikarska gratka, bo w ogóle mógł porozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim". Tak, Kurski, słyszeliśmy, że Financial Times, Fox News, CNN, BBC i Interfax stoją dzień i noc pod oknami J. Kaczyńskiego i błagają choć o słowo ekskluzywnego komentarza. Latkowskiego nie ubódł ten poniżająca i z wyższością wypowiedziny tekst, który sygnalizuje, jak teraz władza chciałaby móc traktować dziennikarzy - mniej więcej jak Putin - bo i jak mogło Latkowskiego to dotknąć, skoro dziennikarzem nie był, nie jest i nigdy nie będzie. Latkowski wręcz sprawiał wrażenie, że mu ulżyło kiedy Kurski to powiedział - widocznie chce mieć u niego dobre rezencje. Kurski pełnił u niego w programie chyba rolę cenzora, komisarza partyjnego, siedział z boku.

Podsumowując: Sylwester Latkowski jest rycerzykiem Niny Terentiew, jednym z jej najlepszych, bo najbardziej elastycznych pokemonów. Jest pionkiem, którego Terentiew najbardziej potrzebuje. Pionkiem, który jak trzeba będzie czarny (gdy czarni będą u władzy), a jak trzeba - będzie czerwony (gdy nadejdą czerwoni). Tacy ludzie na Woronicza zawsze byli w cenie. Tacy ludzie zagwarantowali obecność Terentiewowej w Dwójcie przez kilkadziesiąt już chyba lat. Tacy ludzie przydadzą się też Kaczce i Kurskiemu. Tacy ludzie w czasach Chandlera nazywani byli tanimi dziwkami. Latkowski, ty też nią jesteś. A jak mówi amerykańskie przysłowie: raz dziwka, na zawsze dziwka.
dziennikarski 2006-03-16 13:03:53
skomentuj (35)
Tusk chce komisji śledczej w sprawie inwigilacji dziennikarzy
I bardzo dobrze. A PiS jest pierwszy, który powinien to poprzeć, jeśli nadal utrzymuje - jak i jego stronnicy - że to A. Marszałek i B. Kittel zrobili w tej sprawie coś złego, a sam Kaczyński, Wasserman i Ołdakowski byli w tej sprawie czyści.

Bardzo chcielibyśmy się dowiedzieć o co w tej sprawie chodziło. Komisja śledcza byłaby jak najbardziej na miejscu.

Bowiem komisje śledcze nie są do spraw, które zbadać w państwie prawa może prokuratura czy sąd - w takim wypadku niech to robią. Powinny pojawiać się wtedy, gdy partii rządzącej, rządowi bądź prezydentowi mogłoby zależeć na ukryciu pewnych faktów. W tej sprawie czegoś takiego możnaby się spodziewać - dlatego komisja śledcza jest niezbędna. Również po to, żeby zweryfikować twierdzenia J. Kaczyńskiego, że w Polsce "nie ma wolnych mediów". Ta troska o dziennikarzy w wykonaniu Kaczki przypomina nam troskę SLD o PiS, tudzież PO o PD. Natomiast komisja śledcza uchyliłaby rąbka tajemnicy. Sprawdziłaby Jarosława Kaczyńskiego, czy teoria spisku jaką reprezentuje, czasami na dobre nie opuściła już rzeczywistości, a J. Kaczyński serwuje jedynie Polakom w biednej Polsce zwykłe "political fiction". Zamiast obniżyć podatki, uprościć zakładanie i prowadzenie firm i rozdać im prawdziwe wędki.

Łatwiej jest jednak opowiadać bajki i mówić, że za złą sytuację w Polsce odpowiada tajemniczy układ. Pewnie, że on istnieje i warto go rozbijać, tam gdzie jeszcze się uchował.

Natomiast kampania wyborcza się skończyła i warto wziąć się do roboty, panowie. Bo skoro wszyscy wam mówią, że jesteście pijani może warto na chwilę położyć się do łóżka i wytrzezwieć a nie jak Tom Waits powtarzać "to fortepian jest pijany - nie ja". Jeśli zaś wasza teoria spisku jest całą prawdą i tylko prawdą - tym bardziej zróbcie tę komisję.

I otwórzcie nam wszystkim, niedowiarkom, oczy. Boicie się?
dziennikarski 2006-03-01 15:02:20
skomentuj (16)
Głodny dwumetrowiec grasuje na ulicy Wiejskiej, żąda PAPu
Piszą o tym wirtualnemedia tutaj.
dziennikarski 2006-02-28 15:39:02
skomentuj (1)
Czy PiSiory mogły być aż tak głupie?
Za czasów premiera Buzka (i ministra Kaczyńskiego) otoczenie Kaczyńskiego rozkazało, a Wasserman zrealizował śledzenie dziennikarzy... śledczych, chodzi generalnie o najbardziej utytułowanych i znanych tuzów gatunku (Anna Marszałek, Bertold Kittel). O całej sprawie dziś w Newsweeku pisze Wojciech Maziarski, do którego nikt nigdy pretensji za nierzetelność nie miał i jest generalnie uważany za świetnego majstra. Pisze o tym m.in. WP tutaj

Robi się ciekawie. Jarek, to jak to się miało nazywać? Narodowe Centrum Monitorowania Mediów? Rozumiemy, że koordynatorem Wasserman, szefowa tytularna p. Ela Kruk, a główny ubek i kapuś Jan Ołdakowski. Pod honorowym patronatem miłościwie nam panującego Twojego Brata, który jak to Jarek mówisz: "jest przy okazji prezydentem RP".


dziennikarski 2006-02-27 13:45:43
skomentuj (9)
Polski Le Monde Diplomatique
Powstaje polska wersja popularnego w swiecie periodyku. Francis Ozone mowil w jednym z wywiadow, ze nieszczesciem Francji jest to, ze w ktorymkolwiek kraju swiata zatrzyma sie, w hotelu zawsze jest Le Monde Diplomatique gdzie publikowane sa zle, ultralewicowe teksty i dzieki temu utrwalony jest schemat Francji jako ultralewicowego kraju. Ozone bardzo nad tym faktem ubolewal.

Wydawca LMD jest Instytut Wydawniczy "Ksiazka i Prasa". Troche o Instytucie: Instytut Wydawniczy ?Książka i Prasa? jest niezależną
od jakichkolwiek grup i organizacji politycznych fundacją
mającą na celu szerzenie idei sprawiedliwości społecznej,
wolności słowa i badań naukowych, a także walkę z każdym
przejawem dyskryminacji ze względu na płeć, rasę,
przynależność narodową i światopogląd... (za statutem fundacji).

W LMD ma ponoc publikowac sam Kapuscinski, ale to chyba dla niepoznaki, zreszta zobaczymy czy sie zgodzi, bo inni autorzy to m.in. Elfriede Jelinek...

Redaktorem naczelnym pisma ma byc Przemek Wielgosz. Jest to czlowiek, ktory w swym wysoce intelektualnym dziele pt. Opium globalizacji pozwala sobie na taki wtrat: 'Polskie życie publiczne nie cierpi od nadmiaru inteligencji. Jeżeli nawet są od tej reguły wyjątki, to z pewnością próżno by szukać ich wśród polityków i dziennikarzy.' Ciekawe zatem kim jest Wielgosz, ale generalnie po tekscie widac, ze blizej mu do polityka niz do dziennikarza. Co do nadmiaru inteligencji, laskawie sie z Wielgoszem zgodzimy: nie narzeka na jej nadmiar. Caly tekst znajdziecie Panstwo sobie pod tym adresem: http://www.geocities.com/lbc_1917/1151wielgosz.htm

Ale zawsze to nowy graczyk na ryneczku. Przemku, mala radunia: posylaj pieniazki dla autorkow do baneczku na czasik. To podstawowy blad wiekszosci graczy na rynku i dlatego przegrywaja oni z tymi, ktorzy placa w terminie. Tloku po 'Nowym Dniu' LMD w najmniejszym stopniu nie rozladuje, ale i to nie ta rola. To bardziej na zasadzie zdanka: "Polska jest krajem cywilizowanym, mamy swoj LMD." To zdanie niebawem uslyszymy w ktoryms z modnych warszawskich klubow. Co najgorsze, bedzie ono wypowiedziane serio i glosem nie znoszacym sprzeciwku. Kto wie, moze wypowie je sam Przemus.
dziennikarski 2006-02-26 18:16:36
skomentuj (3)
Nighty night, dear fellows
Wchodzący właśnie na ekrany w Państwa miastach Good Night, and Good Luck to podstawa dla wszystkich, którzy uważają się za freelancerów, dziennikarzy niezależnych, niezależnych publicystów (a nawet dziennikarzy etatowych;) czy też po prostu przyzwoitych ludzi mających kontakt z mediami.

Podręcznikowo pokazane są tutaj m.in. kontakty na linii magnat vs. dziennikarz. I to, jak powinny wyglądać one od strony dziennikarza. Chociaż magnaci polscy mają o wiele więcej słomy w butach niż ich amerykańscy odpowiednicy z lat 50.

Film generalnie jest bez fajerwerków, zrobiony i zagrany niesamowicie oszczędnie. Edward R. Murrow legendarny dziennikarz sieci CBS, urzekająco zagrany przez Davida Strathairna przywodzi na myśl Humphreya Bogarta grającego Philipa Marlowa w ekranizacji powieści Chandlera, albo np. również bogartowskiego głównego bohatera Cassablanki. Nie tylko dlatego, że to podobne lata i że klimat filmu generalnie jest podobny, mamy tu nawet trupa. Podobieństwo jest głębsze.

Chodzi bardziej o podstawowe zasady, jakimi kierowali się bohaterowie Chandlera w jego książkach, albo bohaterowie ekranu kreowani przez Bogarta. Byli to zimni profesjonaliści w swoich branżach, ironiczni cynicy, których głównym motorem do pracy były pieniądze. Edward R. Murrow grany przez Strathairna również w rozmowie ze swoim kolegą z CBSu jakby tłumacząc się czemu robi te wszystkie programy mówi w pewnym momencie: "it pays the bills". Proste i logiczne. Profesjonalizm i chęć spełnienia określonych standardów wymuszają również moralność i etykę, nie odwrotnie. Tak jak detektyw Phil Marlowe w książkach Chandlera brał zlecenie i brał za nie pieniądze (a nawet zaliczkę, za którą natychmiast kupował whiskey), ale stawiał warunek, że musi doprowadzić śledztwo do końca bez względu na to, jakie fakty wyjdą w praniu, tak i Murrow podejmuje się roboty dla pieniędzy, ale nie chce uciekać w swoich programach od spraw ważnych. Właściwie tylko robiąc programy o sprawach ważnych i nie przekłamując faktów czuje się dobrze, czuje się sam ze sobą w porządku. Bez względu na naciski polityczne i biznesowe wywierane na niego, redakcję, producenta, właściciela stacji.

Nie goni za sensacją i nie miota się na wielu frontach naraz (co zresztą w filmie przynosi i zły skutek), ale swoje działania prowadzi z chirurgiczną prezyzją i żelazną konsekwencją. Moralność do bólu i przestrzeganie nieskazitelnych zasad etycznych są jakby skutkami ubocznymi jego cech zawodowych, pojawiają się niby mimochodem - ale niech nas to nie zwiedzie. One musiały być dla Murrowa święte jeszcze zanim zaczął mieć jakiekolwiek pojęcie o dziennikarstwie.

W odróżnieniu od Michnika Murrow nie próbuje mówić, że jest moralnym autorytetem, on po prostu gra czystą grę do końca. W odróżnieniu od Rydzyka jest człowiekiem skromnym i nie buduje swej pozycji na nienawiści i paszkwilanctwie. W odróżnieniu od Urbana nie zbudował swojej kariery na kłamstwie i kolaboracji z rządem. W odróżnieniu od przeróżnych gwiazd i gwiazdek naszego podwrórka, Murrow jest postacią wilkiego formatu i wielkiej charyzmy, mimo pewnego zagubienia, którego jako radiowiec doświadczał przy każdym występie telewizyjnym. Możnaby porównać jego sztywność przed kamerą do sztywności naszego Skowrońskiego, tyle że Murrow przez pewien rytuał (papieros, tytułowe zdanie, brew do góry) dodał tej sztywności majestatu i uczynił z niej swój atut oraz znak rozpoznawczy.

Dlatego to on jest historią amerykańskich mediów. Historią, którą wypada znać. Jakiej na razie możemy tylko pozazdrościć.

Respekt dla Clooneya, że zdecydował się ją nam przypomnieć.
dziennikarski 2006-02-25 17:47:17
skomentuj (1)
Wanda Rapaczyński upadła po raz pierwszy
"Nowy Dzień" jutro (gdy to czytacie to pewnie dziś - czwartek) upadnie/upadł. Wychodzi ostatni numer. Agora szybciutko cichaczem się wycofuje, utopiła w to masę kasy i nie chce już więcej. Zaryzykowała, próbowała robić gazetę środka. To mniej więcej tak, jakby próbować być trochę w ciąży albo sprzedawać wrzące lody, tudzież oferować ludziom tanie luksusowe i prestiżowe domy w biednej dzielnicy z murami pokrytymi grzybem. Taki pomysł miała Agora. Gdyby taki pomysł miał kto inny - ludzie by to raczej wyśmiali. Że to była Agora wszyscy byli przekonani, że wbrew wszystkiemu - uda się. Nie oszukujmy się - nawet ci programowo przeciwni Agorze ze zrezygnowaniem mruczeli pod nosem "chyba im się k... uda".

Nie udało się. O tym, że Pani Wanda nieco wystraszyła inwestorów i rynek już wcześniej - informowaliśmy tutaj.

Strasznie Pani Wando popsuła Pani nam zarobki w nadchodzących tygodniach. Z nieudanego Pani tytułu wielu dziennikarzy przejdzie na przymusowy freelanceryzm. Jest to typ dziennikarzy, który najmniej nam odpowiada - przymusowi freelancerzy. Chcą się szybko dostać gdzieś na przytulny etacik i pracę Nine to Five, a w tzw. jak oni to nazywają Międzyczas chcą wykorzystać na sprzedawanie artykułów nawet za pół ceny. Byle nie dopadł ich windykator z banku, w którym mają karty kredytowe.

Ale spokojnie, poradzimy sobie. Co ciekawsze, mamy się coraz lepiej. Jest też nas (a przede wszystkim Was) coraz więcej. Niepodrabianych freelancerów. Którzy nigdy nie sprzedają nic za pół ceny. Którzy nigdy nie sprzedają chłamu. Którzy przestrzegają deadline'ów i jak mawia jeden z nas 'nie odpierdalają maniany'. Czego życzymy również naszym wrogom oraz magnatom medialnym. Z tego miejsca serdecznie ich pozdrawiamy.
dziennikarski 2006-02-22 19:45:33
skomentuj (6)
"Rzeczpospolita" najładniejszą gazetą świata
Wspólnie z "The Guardian" "Rz" została wybrana najładniej zaprojektowaną gazetą świata. Nasze gratulacje dla koleżanek i kolegów z "Rzeczpospolitej", którzy od niemal roku zaglądają na nasz blog od kilku do kilkunastu razy dziennie (codziennie;), bijąc na głowę ilością odwiedzin w godzinach pracy konkurentów z Agory, PAPu, Wprostu, Ozonu, Polityki, Dziennika Polskiego, Nowego Dziennika oraz wszelakich koncernów katolickich.

Morał z tego prosty: blog dziennikarski niezbędnym wsparciem mentalnym przy osiąganiu międzynarodowych sukcesów. Chwała nam i naszym kolegom!
dziennikarski 2006-02-22 13:58:03
skomentuj (4)
Objawia się nam nowy Robert Kwiatkowski..., czyli odp... się od Mikołaja część 2 poświąteczna
Wszelkie szanse na tytuł PiSowskiego Roberta Kwiatkowskiego podłapuje szef "Jedynki" Maciej Grzywaczewski. Jest to zapewne jeden z tych Maciejów, których wstydziliby się wspólnie Rybiński z Łukasiewiczem. Jak powszechnie wiadomo, Grzywaczewski pragnie usunąć niezbyt giętkiego Mikołaja Kunicę z redakcji "Wiadomości".

Sam Grzywaczewski bowiem jest b. giętki i bardzo chętny do pomocy PiSowi, wtóruje mu ten kompletny idiota Jarosław Szczepański, rzecznik prasowy TVP, który boi się o posadkę. Swoją drogą, rzecznicy prasowi tv to zawsze są jacyś kompletni nieudacznicy i ludzie elastyczni oraz dyspozycyjni, wspomnijmy chociażby Sołtysika z TVNu...

Przypomnijmy jaka była sprawa. Otóż Kunica zrobił materiał, gdzie pokazał ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego mówiącego o swej 30-letniej zażyłości z Jarkiem Kaczyńskim. W materiale poszło:
"Byliśmy mniej więcej normalnymi ludźmi, jakkolwiek wtedy młodzi byli trochę inni niż teraz. Ale robiliśmy to samo" - wspominał Jasiński. "Piwko?" - dopytywał Kunica. "Bywało" - odpowiadał Jasiński. "Koleżanki?" - ciągnął reporter. "To akurat z Jarosławem Kaczyńskim nie" - odpowiedział minister.

"Rz" cytuje zaś całość wypowiedzi Jasińskiego: "Koleżanki?" - pyta dziennikarz. "To akurat z Jarosławem Kaczyńskim nie... nie chodziłem na koleżanki. Ja zagustowałem bardzo wcześnie... moja żona obecna mieszkała w sąsiednim akademiku, także ja... już nie chodziłem na koleżanki, jak byłem na studiach."

Kunica broni się, że w newsach nie pokazuje się 30-45 sekundowej wypowiedzi, a jedynie 15 sekundową, co jest prawdą. Również prawdą jest to, że najpiew Jasiński mówi: "To _akurat_z_Jarosławem_Kaczyńskim_nie... nie chodziłem na koleżanki", a potem mówi już o sobie, pytanie zaś dotyczyło zażyłości z Jarosławem Kaczyńskim.

Po przegłosowaniu KRRiTV, PiS może szczęśliwie liczyć nie tylko na swoją partię i służby prasowe, ale również na chorągiewki na Woronicza. PiS się nie zawiedzie. Takich ludzi na Woronicza jest sporo. Prawie wszyscy. Niebawem znów, jak za Kwiatkowskiego, zostaną tam tylko tacy. Co śmieszniejsze - będą to nie tylko tacy sami, ale ci sami ludzie, co za Kwiatkowskiego. Z poglądów mocno lewicowych czy uniowolnościowych przerzucą się na radyjowe. Dla takich ludzi to pestka. A Kunicę się wyrzuci. Durczok sam odszedł. Itp. Itd.
dziennikarski 2006-02-18 10:55:13
skomentuj (10)
Pada jeden z ostatnich bastionów wolności
W Wielkiej Brytanii lewicowy rząd wprowadza dowody osobiste. Ostatni raz obowiązywały tam... w czasie Drugiej Wojny Światowej.

Według jednego z nas: jako, że w Polsce rządzi lewica pobożna wsparta ugrupowaniami rusofilskimi, również można się spodziewać rychłych ograniczeń w prawach i wolnościach obywatelskich. Czego należało dowieść.


dziennikarski 2006-02-14 11:16:01
skomentuj (4)
Gazeta Wyborcza za złotówkę od marca
W prenumeracie "teczkowej" (pamiętacie to jeszcze? My tak zamawialiśmy "Atari Magazyn", "Bajtka" i "Top Secret", a nasi wrogowie "Commodore Amiga" i "Secret Service", ale to był koniec lat 80. i początek 90., lata Przełomu (który oceniamy zresztą b. pozytywnie w przeciwieństwie do Radia Marijuana), a Gazeta Wyborcza miała jeszcze wtedy znaczek Solidarności i robiona była w przedszkolu) można będzie sobie kupić Wyborczą za zetkę ('wydanie prowincjonalne' jak mawiają japisi z Agory) lub 1,40 ('wydanie miejskie', czyli stołeczne).

Czyżby dział sprzedaży Agory żył melancholią?

Wanda Rapaczyński: A pamiętacie, jacy wtedy piękni i młodzi byliśmy? Znaczek Solidarności, prenumerata teczkowa, przedszkole, to były czasy...
Łuczywo: Adam jeszcze nie chodził na wódkę z Urbanem...
(wchodzi A. Michnik)
Adam Michnik: Cóż z-za p-potworna, m-mała i n-nienawistna in-nsynuacja. Ch-ch-odziłem, oczywiście, że ch-ch-odziłem! Tylko wtedy jeszcze n-nikt mnie nie śledził. Ż-ż-żaden potworny f-fotoreporter nie zrobił mi jeszcze z Jerzym zdjęcia, bali się podnieść rękę na mnie, ikonę p-polskiej wolnej prasy!
Wanda Rapaczyński: Nie kłóćcie się, moi mili. Tak czy inaczej, również Ty, Adamie przyznajesz, że Przełom to był piękny moment dla rozwoju Gazety przez duże G. A skoro do przedszkola się z Czerskiej nie przeniesiemy bo za ciasno, Solidarność nie przywróci nam znaczka, to może chociaż przywrócimy targetowi czytelniczemu prenumeratę teczkową.
Adam Michnik: P-przywrócić ludożerce teczki i wyczekiwanie na zimnie przed kioskami Ruchu! Wanda, ty to masz ł-łeb i p-potrafisz p-poprawić m-mi s-samopoczucie.
Łuczywo: Jako redaktor naczelna popieram twój pomysł, Wando.
Adam Michnik: Milcz, Łuczywo! Jeszcze j-ja tu jestem redaktorem naczelnym!
Wanda Rapaczyński (nachylając się do Łuczywo): Nie rozsierdzaj go, kochana. On ma rację. Jeszcze jest tu redaktorem naczelnym. Aż takich jaj my tu w koncernie nie mamy, żeby to zmienić. Ze swoimi ambicjami musisz poczekać. A na razie zróbmy chociaż prenumeratę teczkową, dobrze?

dziennikarski 2006-02-14 10:58:26
skomentuj (7)
Godcasting po polsku
Magnat medialny o. Tadeusz Rydzyk pragnie do swojego imperium obejmującego prasę, radio i telewizję dołączyć również sieć. Ma zamiar stworzyć duży portal internetowy, obejmujący również godcasting (religijne podcasty z audycjami do ściągania przez sieć m.in. bezpośrednio do urządzeń przenośnych).

Jeśli o. Tadeusz utrzyma takie tempo, niedługo będzie serwował swoim słuchaczkom również kolorowe iPody z nowoczesną, ośnieżoną brokatem błyszczącą smyczą z logo koncernu Lux Veritatis. Zamiast moherów każe im zaś nosić seksowne stringi z Koniakowa. Tadeusz, dobrze idziesz! Alleluja i do przodu!
dziennikarski 2006-02-13 19:43:21
skomentuj (5)
No Luv 4 Google Tommorow
Jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że takie akcje są nieskuteczne, to jutro z przyjemnością pobojkotujemy sobie Google.

Więcej info:
NO LUV 4 google
Ratuj Tybet

P.S. A Yahoo, po tym jak pisaliśmy kiedyś (można o tym poczytać tutaj), że pośrednio wtrąciło do chińskiego więzienia dziennikarza, ostatnio podobną akcję zrobiło z chińskim pisarzem, o czym donieśli Reporterzy bez Granic. MSN też cenzuruje sieć dla obywateli ChRL. Wydaje nam się, że amerykańscy kapitaliści sprzedają chińskim komunistom sznur, na którym ci czerwoni ich za kilkadziesiąt lat powieszą.
dziennikarski 2006-02-13 12:33:31
skomentuj (0)


(c) dziennikarski.blog.pl           design by Aerjotl



Zespół dziennikarski.blog.pl bierze pełną odpowiedzialność za prawdziwość podawanych tutaj informacji oraz za komentarze od redakcji. Zespół nie bierze natomist odpowiedzialności za komentarze Czytelników zawarte na tej stronie (jakkolwiek z częścią z nich na pewno się zgadza lub je popiera, a wszystkie z ciekawością czyta). Pełny serwis jest w fazie przygotowań. Pytania, prośby, współpraca, zaproszenia: prosimy tutaj

Zaproszono nas:
22/05/2005
Nadesłano:

::Debata Publiczna::

2006
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień